czwartek, 30 kwietnia 2015

Bazyl

Po drugiej stronie bywa ciemno.
Tak jak wtedy, kiedy się bałam.
Bałam się traktorka zwanego "budi-budi". Bałam się odgłosu lampy do opalania zabitych świń. Bałam się, kiedy piorun i grzmot występowały jednocześnie, bo wtedy świat rozpadał się z trzaskiem.
Oraz pijanych ludzi.
Na przykład Bazyla.
Bazyl naprawdę nazywał się Wiktor i miał straszną twarz zniszczoną od denaturatu. Czasem wtaczał się ludziom do mieszkania, by w szafkach i kredensach szukać wódki, wina lub choćby wody po goleniu. Czegokolwiek, co zawierało alkohol. Trzaskały meble, brzęczały szyby.
Raz byłyśmy z babcią same; zamknęłyśmy się w pokoju, drżąc ze strachu, a on tłukł się w kuchni, porykując jak ciężkie, zranione zwierzę.

- Bo Bazyl przyjdzie! - tak matki straszyły niegrzeczne dzieci.

Tak bardzo, bardzo mi go żal.

4 komentarze:

  1. Bardzo chciałabym umieć Ci napisać ile wspomnień uruchomiłaś mi tym wpisem. Był taki czas w moim wczesno nastoletnim życiu, że alkoholicy wpadali wprost pod moje nogi. Miałam wrażenie, że przewracali się, waląc głową o krawężnik, sekundę przed moim przejściem. Nigdy się ich nie bałam, bo nie zetknęłam się z agresją pijanego człowieka, nigdy też żadne koleżanki nie zwierzały mi się z rozpaczy i strachu, który wypełniał ich domy. Alkoholik był dla mnie osobą z innej planety, z odmiennymi rysami twarzy i odmienną mową. Próbowałam ich podnosić, ale nie miałam siły. Dorośli tylko raz mi pomogli, gdy pijany spadł z chodnika na ulicę. Prawie codziennie mi się coś takiego przydarzało, aż minęło całkowicie.
    Dopiero później dowiedziałam się, że każdy może stać się alkoholikiem. Po prostu każdy. I że nie mają oni swojej planety, na którą mogliby wrócić, a tutaj nie potrafią żyć, bo niszczą siebie i wszystko, czego dotkną.
    Requiem dla snu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się bałam i chyba długo mi to zostało. I chyba kiedyś jako dziecko około dziesięcioletnie nie pomogłam komuś, bo wzięłam go za pijanego - do tej pory mam wyrzuty sumienia, bo ten człowiek prawdopodobnie miał SM, jak się później dowiedziałam. Na szczęście sprawa nie była bardzo dramatyczna...
      Ale został mi długo rodzaj leku przed ludźmi, których alkohol tak zmienia, że nie można się z nimi porozumieć. Wydaje mi się, że są nieprzewidywalni.
      Bazyl, czyli Wiktor, był bratem sąsiadki - też nie wiedziałam tego od razu. Wtedy jakoś nie byłam w stanie sobie wyobrazić, że mógłby być czyimś bratem.

      Usuń
    2. Tak, to nie byli niczyi bracia, mężowie ani synowie. To były postacie mityczne. Strachy do straszenia.

      Usuń
    3. Właśnie - strachy.

      Usuń