wtorek, 14 kwietnia 2015

Hello, I love You

Piję rzadko.
Wczoraj po to, by uspokoić radosne rozedrganie związane z książką.
Oraz by przetrawić razem z winem wrażenie, że narzucam się i jestem żałosna w kontaktach z ludźmi.
Zwłaszcza z tymi, na których najbardziej mi zależy.
Świat układa się w wyraźny sensowny wzór.
Podkreślany rytmem piosenki Hello, I love You Doorsów.

- Jak tak siedzisz, to wiedz o tym - stanął w drzwiach mąż - że wszystko, co sobie teraz układasz, jutro uleci, ot tak!  - dodał stosowny gest.
- Tak? - pytam. - To dlaczego codziennie pijesz te piwa?
- Żeby nie myśleć.
- A ja wprost przeciwnie. Wprost przeciwnie!!!

5 komentarzy:

  1. I uleciało? Bo może jednak wprost przeciwnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. A kuku! Jestem!
    I niech sobie ulatuje, a co! Pełno w życiu spraw ulotnych, nie wszystkie muszą zostać, a wręcz przeciwnie, niech spadajo! Niektóre myśli też. I ludzie, którzy je produkują! Zwłaszcza oni:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poezja dość ulotna jest. Inaczej trochę z konstrukcją mostów. To by dopiero było.

    OdpowiedzUsuń