wtorek, 5 maja 2015

Było inaczej

Moje najlepsze, najcieplejsze wspomnienie z dzieciństwa to kury, które mościły sobie dołki w gorącym piasku, a potem w nich spały, czasem przytulone jedna do drugiej. Chciałam wtedy wymościć sobie takie samo ciepłe zagłębienie, zwinąć się w nim w kłębek, na słońcu, i zamknąć oczy.
Potem, w liceum, na lekcji polskiego miałam w oknach widok budynku po drugiej stronie ulicy. Wyobrażałam sobie, że wysoko pod dachem jedna cegła jest dziurawa i mam w niej małe mieszkanko. Sama też jestem maleńka, mam pewnie parę milimetrów, a w mojej małej niszy stoi schowane we wnęce małe łóżeczko. Nikt nie mógłby nawet podejrzewać, że tam jestem, że leżę wtulona w koc. Ukrywałam się podwójnie, a nawet potrójnie. Nie dość, że w ceglanej dziupli, to jeszcze we wnęcę, a dodatkowo przecież mogło się wydawać, że siedzę w szkolnej ławce, choć było zupełnie inaczej.

2 komentarze:

  1. Tak ładnie to napisałaś, Aniu, że mimo wszystko, mimo ucieczki, ukrywania się, to wspomnienie wydaje się bardzo ciepłe. Dla mnie może za sprawą kur - ja też je pamiętam z dzieciństwa właśnie takie umoszczone w dołkach... Choć przez te dobre obrazki przebijają się też inne, których nie chcę pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak mam sobie przypomnieć najlepsze wspomnienie dzieciństwa, to zawsze najpierw zjawiają mi się te słoneczne kury. Trwały w ciepłej, wiecznej teraźniejszości, oddzielone od swojego późniejszego losu.
      Ciekawe, coby tak Freud na te kury... ;)

      Usuń