poniedziałek, 4 maja 2015

O chorobie

W dzieciństwie, kiedy byłam chora, często robiło mi się zapalenie spojówek. Budziłam się wtedy w środku nocy z zaklejonymi powiekami, których nie mogłam otworzyć. Wołałam wtedy mamę, a ona gotowała wywar z rumianku, studziła go i przemywała mi nim oczy. Dopiero wtedy mogłam powoli próbować je otworzyć, najpierw odrobinę, szparkę, przez którą zaczynałam dostrzegać światło lampki. Nauczyłam się w końcu, że nie zostaję na zawsze uwięziona w ciemności, i nie szarpałam się już.
Czasem przy chorobie przychodził felczer, który postanawiał, ze trzeba mi zrobić zastrzyk - pamiętam jak dziś, że wielorazowa strzykawka gotowała się na gazie, a ja, u mamy na rękach, kołysana rytmicznie, trzymałam ją mocno za szyję i krzyczałam do zdarcia gardła, do utraty tchu i sił.
A kiedyś pojechałyśmy do przychodni w mieście powiatowym, które potem przestało być powiatem, a jeszcze później znowu zaczęło. Tam lekarka postanowiła dać mi antybiotyk, ale poprzedzony próbą uczuleniową. Narysowała mi na przedramieniu tabelkę z trzema okienkami i trzy razy wstrzyknęła coraz większą dawkę lekarstwa. Miałam pewnie sześć lub siedem lat i jakoś to przetrwałam, ale w drodze do domu zaczęłam się zastanawiać, co powie babcia na moją porysowaną rękę.
- Będzie mówić: oj ty biedna - poskarżyłam się mamie. - A ja nie jestem biedna, ani trochę.
- Jak zacznie, to powiedz jej....
Tak, mama pomogła mi wymyślić odpowiedni tekst zniechęcający do współczucia.
Czułam wtedy potworny, fizyczny wręcz ból na myśl o wsparciu, którego można by mi udzielić. Mdłości, skręcanie, rozpadanie się tkanek. Uciec, zrobić komuś przykrość, wykrzyczeć, że nie potrzebuję, jestem silna, mocna, nienawidzę was wszystkich, nienawidzę.
Czego właściwie nienawidziłam?
Nie wiem.
Czegoś, co ciągle tkwi schowane w ciemności?

Teraz, gdy to piszę, z wysoką temperaturą, łzawiącymi oczami, bólem w kościach, krzyczę w środku siebie i właściwie nie wiem, czego chcę.

6 komentarzy:

  1. Czytam Aniu ,nie komentuje ,bo trudno mi znalezć odpowiednie słowa . Twoje wspomnienia przywołują moje . Tylko ze moje wspomnienia nie wywołują we mnie emocji ,one tylko się zjawiają :) W dzieciństwie bardzo często miałam jęczmienie i w związku z tym zalepione oczy . A w takim wczesnym dzieciństwie wolałam zastrzyki niż tabletki , aż sie sama dziwię na to wspomnienie :)
    Jak nam coś dolega to się nie wie czego się chce ,zdrowiej Aniu jak najszybciej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario - może to oznacza, że te sytuacje z Twojego dzieciństwa wypełniły się same w sobie, że nie poniosły ze sobą w przyszłość jakiegoś ciężaru...

      Usuń
  2. Za długo trwa to chorowanie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kto zasiał w Tobie tę niesamowitą potrzebę, nie, nie potrzebę, konieczność bycia silną i samowystarczalną. Czy rówieśnicy?
    Nie potrzebuję was, zazwyczaj oznacza - nie mogę bez was żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, skąd się wzięło, ale zdaję sobie sprawę, że mechanizm jest dokładnie taki, jak mówisz...

      Usuń