czwartek, 25 czerwca 2015

Bańki

Umocnij mnie, proszę,
zawołaj mnie głosem z żywego świata.

Śniło mi się ciemne miasto, puste mieszkanie,
śniło mi się łóżko, w którym ktoś umarł, w pościeli ślady ciała, wgniecenia, zapach wygasłego piekła.
Wiedziałam, że sama muszę to zebrać, wziąć w ramiona. Zanieść do pralki, rozgrzać mydliny, nasycić powietrze bańkami nieba.

wtorek, 9 czerwca 2015

Włóczęga

Po krótkiej fazie, kiedy chciałam zostać sprzątaczką, na pytanie, kim będę, gdy dorosnę, odpowiadałam, że włóczęgą. Byłam w tym twarda i nawet jeśli już zdawałam sobie sprawę, że ta opcja nie ucieszy moich bliskich, hołubiłam ją w nieoficjalnym obiegu myśli.
Potem odkryłam serię o Muminkach i jak można się spodziewać wpadłam po uszy, a to dzięki postaci Włóczykija, który został moim idolem. Dość naiwnie - lecz uparcie - widziałam go jako wcielenie wolności i wewnętrznej siły, by dopiero po długim czasie odkryć, że oprócz tego posiada on całkiem spory bagaż słabości i lęku. Zwłaszcza przed stabilizacją, przed stałym związkiem z innym człowiekiem, przed oceną i opinią innych na jego temat. Że to właśnie organizuje jego życie.

Nie zbliżać się zanadto, pozostawać w korytarzu, spijać światło spod drzwi wiodących do pokoi, ale nigdy żadnych nie otworzyć.
Zrywać związki, które za mocno zbliżają się do tematu małżeństwa, innym nie dać się rozwinąć.
Dać się porwać erotycznej chemii wprost pod drzwi USC [Czy zechcesz nosić moje nazwisko? A jak się nazywasz?].
Na fali hormonalnego wzmożenia urodzić dwoje dzieci.
Pozostać włóczęgą.

Może tak właśnie jest?

piątek, 5 czerwca 2015

Studnia

Jako dzieci często biegaliśmy wokół szkoły, ganialiśmy, skradaliśmy się. Dużo było miejsc do zabawy: kilka furtek, schody poręcze, płoty, siatki, kamienie. Jesienią zbieraliśmy liście i robiliśmy z nich wielkie pryzmy, a potem skakaliśmy w nie z wysoka, na przykład z gałęzi, rozkładając ręce. To było najlepsze, zapomnieć o asekuracji, o kontroli, przez chwilę tylko lecieć i upaść miękko jak na gruby materac. Część liści wzbijała się wtedy w górę, ponad głową – wpadało się głęboko i było się od razu jakby trochę zasypanym, a potem jeszcze spadały te liście, które się wzbiły, i tylko patrzyło się przez zmrużone oczy, jak lecą powoli, jakby czas zwolnił. I tak zawsze trochę kurzu i drobnych kawałków dostawało się do nosa i w oczy i zaczynało się machać rękami i nogami, smarkając i plując, by wygrzebać się niezgrabnie ze sterty. Potem tylko tarło się oczy i płynęły łzy, bez płaczu, z kurzu tylko, z zaprószenia.
 Obok schodów po drugiej stronie szkoły, od ogrodu, była studnia z betonowa pokrywą, bez wody; można było po niej skakać albo wskakiwać na nią z szerokiej poręczy. Trzeba było tylko uważać, żeby nie trafić w metalowe kółka, jedno po każdej stronie, bo noga mogła się wygiąć albo przekrzywić i potem – au, au, - skakało się na jednej, aby usiąść i rozmasować kostkę. Ciężkie kółka służyły do tego, by za nie łapać i ciągnąć przy otwieraniu pokrywy studni, ale nic takiego się nie stało, aż do pewnego dnia.
 Tego dnia coś się przy cembrowinie działo.
Zwabieni głosami dorosłych, przybiegliśmy i stanęliśmy wiankiem za ich plecami, przepychając się trochę, kucając, by coś zobaczyć. Chłopiec obok mnie złapał rękami spodnie mężczyzny, który mu zasłaniał, rozsunął szary materiał i zaglądał do studni spomiędzy jego kolan.
Poczułam wtedy ten dziwny zapach – pierwszy i jedyny raz w życiu.
- To jest tłuszcz – szepnął ktoś. – Z ludzi.
- Jak masło? Smalec? – dopytał ktoś inny. – Albo mydło.
Wychyliłam się najmocniej, jak mogłam.
Na głębokości około dwóch metrów nie zobaczyłam jednak ludzkich kształtów ani nic, co przypominałby człowieka. Tylko warstwę jakiejś mazi, biało szarej, miejscami jakby niebieskiej. Z ludzi, z ludzi – słyszałam w głowie. Jak to? Ktoś wrzucił tam umarłych, to zdołałam zrozumieć, ale czy oni zamienili się w coś takiego? Tak po prostu się przemienili?
Nie wiedziałam wtedy, że kości i inne resztki już wyjęto. Dużo później szukałam wiedzy o tym, co dzieje się z ciałem, kiedy człowiek umiera. Rozkład, bakterie, gnicie, mumia. Nic a nic się nie zgadzało. Dopiero w internecie przypadkiem znalazłam odpowiedź. Tłuszczowosk. Powstaje, kiedy ciało znajduje się w wilgotnym miejscu bez dostępu powietrza, często właśnie w studni.
Tych ludzi odkopano po trzydziestu prawie latach. Studnię zasypano wapnem i na nowo zamknięto.

Wtedy, przed laty, wróciliśmy do zabawy. Skradaliśmy się, jedno za drugim, przytuleni do ściany. Serce mi łopotało. Wtedy nagle poczułam uderzenie w plecy – chłopiec idący za mną popchnął mnie mocno, nie zdążyłam się obronić, podeprzeć. Może dlatego, że zupełnie się nie spodziewałam. Uderzyłam głową o duży płaski kamień. szybko podniosłam się na kolana, przyłożyłam ręce do głowy, krew spłynęła mi na oczy. Chłopiec zerwał się i uciekł, razem z nim jeszcze jeden. Do domu miałam kilkadziesiąt metrów, pobiegłam, teraz już umazana krwią i łzami.

Wielki siny guz. Został mi na długo, jeszcze wiele lat później czoło miałam trochę bardziej wypukłe z jednej strony. Zobacz, rogi ci rosną – mówiła mama – a z tej strony większy.
Potem wiedziałam, że to było z jednej strony, ale nie pamiętałam już, z której.
Nadal nie jestem pewna.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Jedno pytanie

Nieustannie rozrzucam pytanie: kochasz mnie? kochasz mnie? kochasz mnie?
We wszystkie strony świata, przemielone, zblendowane, posiekane i rozsiane. W bruzdę ziemi, w trawę, w macicę mojej matki, w gwiezdne wojny, w Bóg zapłać.
Czy ja w ogóle znam jakieś inne słowa?