wtorek, 9 czerwca 2015

Włóczęga

Po krótkiej fazie, kiedy chciałam zostać sprzątaczką, na pytanie, kim będę, gdy dorosnę, odpowiadałam, że włóczęgą. Byłam w tym twarda i nawet jeśli już zdawałam sobie sprawę, że ta opcja nie ucieszy moich bliskich, hołubiłam ją w nieoficjalnym obiegu myśli.
Potem odkryłam serię o Muminkach i jak można się spodziewać wpadłam po uszy, a to dzięki postaci Włóczykija, który został moim idolem. Dość naiwnie - lecz uparcie - widziałam go jako wcielenie wolności i wewnętrznej siły, by dopiero po długim czasie odkryć, że oprócz tego posiada on całkiem spory bagaż słabości i lęku. Zwłaszcza przed stabilizacją, przed stałym związkiem z innym człowiekiem, przed oceną i opinią innych na jego temat. Że to właśnie organizuje jego życie.

Nie zbliżać się zanadto, pozostawać w korytarzu, spijać światło spod drzwi wiodących do pokoi, ale nigdy żadnych nie otworzyć.
Zrywać związki, które za mocno zbliżają się do tematu małżeństwa, innym nie dać się rozwinąć.
Dać się porwać erotycznej chemii wprost pod drzwi USC [Czy zechcesz nosić moje nazwisko? A jak się nazywasz?].
Na fali hormonalnego wzmożenia urodzić dwoje dzieci.
Pozostać włóczęgą.

Może tak właśnie jest?

2 komentarze:

  1. zabawne jest też to, że ci, dla których stabilizacja jawi się jako wymarzony pałac, nigdy nie zrozumieją tych, dla których stabilizacja jawi się jako złota klatka wywołująca atak klaustrofobii

    OdpowiedzUsuń
  2. moją faworytką jest Mimbla. Ideał wychowawcy ;-)

    OdpowiedzUsuń