wtorek, 11 sierpnia 2015

Myśl nieuzbrojona

Rzadko, naprawdę rzadko pojawia się myśl nieuzbrojona.
Ma postać początku zdania, na przykład: "Tak naprawdę to przez cały czas...", ale już końcówka rozmywa się, choć jeszcze można ją złapać jak echo, coraz cichszą.
Całość nie da się powtórzyć, bo zaraz przybiera się w dekoracje, dygresje, płatki róż, gałązki asparagusa, listki lauru i błyszczącą folię.
Dajesz radę.

6 komentarzy:

  1. Czyli prawdziwość, szlachetna nagość jest tylko na początku. Potem dodaje sie listki figowe i mija wrażenie niezmąconej niewinności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka naga myśl bywa bolesna. Gdyby ja całą usłyszeć, można by obnażyć całą resztę siebie i zobaczyć.... coś, czego się nie chce. Wolę być silna, zaradna, błyskotliwa i wesoła niż słaba, niezdarna, gapowata i smutna. Najpewniej jestem gdzieś po środku, ale...., no właśnie, czy to zdanie już nie jest ochronną pelerynką? Czy wtedy, gdy jestem nagą rozpaczą, muszę ją zakładać na ramiona?

      Usuń
    2. Mysle, iż jesli ma sie potrzebę odarcia siebie z tej pelerynki, bo postrzega sie ja jako sztucznosc, stłamszenie swego prawdziwego ego - to mimo, iż wydawałoby sie to jakims ekshibicjonizmem czy kompletnym odejściem od tego ,co wypada, co bezpieczne i akceptowalne, a wiec jesli ma sie tę potrzebe to po prostu trzeba płakac, wyć, drzeć szaty, głową w mur walić, krzyczeć używajac najbardziej niecenzuralnych wyrazów. Czasem trzeba tej nagosci do bólu, zeby sie oczyscić i ...rozpoznać w lustrze.

      Usuń
    3. Wiesz - podam przykład - nie całkiem wymyślony, ale też nie najważniejszy. Powiedzmy, że umieściłam w blogu tekst, może wiersz, który jest dla mnie szczególnie ważny. I nagle zdaję sobie sprawę, że "tak naprawdę to przez cały czas czekam na komentarze. Że ktoś mi napisze, że to jest świetne, że ważne, że się podoba". Ale zaraz potem odrzucam to, śmieję się z siebie, mówię sobie, że AZ TAK mi nie zależy, że patrze w komputer, bo i tak przy nim pracuję, że w ogóle dużo się dzieje i jest fajnie. Nie mówię tego w głos, ale to ja taka mgiełka, co się rozsnuwa nad tamtą chwilą... Bo może musiałabym sobie przyznać, że AŻ TAK właśnie zależy mi, że może jestem egocentryczką, nie mam umocowanego poczucia własnej wartości, że czuję się tak słaba i biedna mentalnie, że bez akceptacji zginę. A pomyśleć tak - to uznać, że jestem żałosna. Więc chronię się w pelerynce silnej dzielnej Ani M. To tylko przykład, prawdziwy, ale nie najważniejszy...

      Usuń
    4. Aniu, usmiecham sie teraz z bolesnym zrozumieniem tego, co napisałas, bo czuję tak podobnie! I czekam na te komentarze i nie czekam. Rozczarowuje mnie ich brak albo jeszcze bardziej brak zrozumienia dla ich meritum lub też zbyt płytkie tych wierszy odczytanie. I zastanawiam sie teraz czy to li tylko z powodu egocentryzmu, czy też jakiegos zakompleksienia zalezy mi na jakimś odzewie, czy może jest w tym jeszcze cos innego...Może jest też to odwieczne szukanie bliźniaczej duszy, która pojąwszy nareszcie na 100 procen nas same i przeniknąwszy nasze wzgórza i niziny do głębi da nam poczucie bliskosci, oddechu, ulgi, zdjęcia z nas odium dziwności, nieprzystosowania, irytującego wyczekiwania na pełne zrozumienie....?
      Wiesz, często okazuje się, że to co dla nas jest tak bardzo ważne, tak ekshibicjonistyczne wręcz, dla innych jest tylko jednym z wielu podobnych tekstów lub nawet niezrozumiałym a przez to irytujacym bełkotem. W takiej sytuacji zachowania czytelników są typowo gapiowskie, bierne. Ot, kliknąc, przeczytac i pójsc dalej, bo nie ma siły i czasu by zastanowic sie głębiej...A nam sie zdawało, że to takie było ważne...Zresztą my robimy podobnie traktujac wazne dla innych rzeczy jak byle listek na wietrze. Taka scenka .Idę na łąkę. Na kwiatku motyl. Rozpościera i stula skrzydła. To dla niego wazna chwila. Początek jakiejs drogi. Koniec pewnego etapu. A dla mnie? Och, to tylko jeden z wielu motyli...A poza tym upał, wiec mózg kiepsko pracuje i nie ma siły wgłębiać sie w meandry psychiki motyli...
      P.S. Ale zobacz, co sie stało - rozmawiamy tu sobie ciekawie nie pomijajac obojętnie naszych motylich trzepotów. Dziękuję!*

      Usuń
    5. Olu, to prawda, pewnie wielu tak ma; w różnym może natężeniu, może niektórzy lepiej to skrywają. I są może tacy, którzy są mocni sami w sobie, i tym - przyznam się - zazdroszczę. Może to kwestia wychowania, może wpływów kulturowych, że pragnienie akceptacji, ten głód wewnętrzny, musi być skrywany. Może to ma swoje uzasadnienie, nie bez powodu mówi się o "teatrze życia" - gdyby to skrywanie, przybieranie masek nie było potrzebne, to nic takiego by funkcjonowało. Może bez tego życie społeczne nie dałoby rady funkcjonować.
      Ale dlatego tym bardziej dobrze jest, że mogą istnieć pewne enklawy, w których dozwolone jest wyrażanie siebie - nawet słabej i żałosnej. Zawsze też można to wsublimować w jakąś formę sztuki, w poezję na przykład, w zdjęcia. I może nawet jakieś motyle trzepoty na tym skorzystają :)
      I cieszę się, że możemy rozmawiać :*

      Usuń