wtorek, 4 sierpnia 2015

Szarpiąc

- Daj mi ją - powiedziała kuzynka A. - Będzie pasować na miśka.
Sukieneczka była czerwona w czarne kwiatki, z mięciutkiego aksamitu. Wyrosłam z niej, mając jakieś trzy lata, ale rodzice zachowali ją, bo była prezentem. Zakładałam ją lalce, Choć była na nią trochę za duża. Lubiłam jej dotykać i patrzeć na mocne, kontrastowe kolory. Przytulałam się policzkiem.
- Bo nie będę się z tobą bawić.
Zależało mi. Miałam osiem lub dziewięć lat i zależało mi.

Parę godzin później zobaczyłam z daleka czerwoną plamę.
- To moje! - krzyknęłam.
- A. mi dała! Powiedziała, że tego nie chce, mogę sobie zabrać! Że i tak by to wyrzuciła!

Rzuciłam się wtedy przed siebie, bez zmysłów, szarpiąc, z zaciśniętymi zębami.

11 komentarzy:

  1. To jedno z tych wspomnień z dziecinstwa, które są tak silne, ze nie do zapomnienia, prawda? Wyobrazam sobie jak czułaś sie taka oszukana, zdradzona nieledwie a Twoja sliczna, czerwona sukienka potraktowana w tak pogardliwy sposób. Jakby Ciebie wyrzucono, jakby wiara w ludzi pierwszy raz zalęgła bolesną kulą w gardle...
    Jakze często nasza wrazliwośc, uczuciowość i ufnosc napotyka mur nieczułości, obojętnosci, złosliwej pogardy. Ale w dziecinstwie to boli najmocniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jedno z najmocniejszych wspomnień. Stopniowo zyskuję siłę, by o takich rzeczach pisać. Potrzebne mi to.

      Usuń
    2. Wiesz, też mam parę takich bolesnych wspomnień z czasów dziecinstwa (każdy chyba ma). Ostatnio snił mi się nawet mój matematyk - sadysta. Jakiż on wpływ wywarł na moje zycie, na charakter....Tyle kompleksów we mnie wzbudził i lęków. Myslałam, będąc dzieckiem, że jak dorosnę to mu wszystko wygarne, albo i zemszczę się. Ale nie. Byłam jako dorosła już osoba na pogrzebie mojej wychowawczyni z podstawówki. On też tam był. Minełam go bez słowa. To była żałosna, nic nie znacząca teraz postać, godna litości, bo samotna, nikomu niepotrzebna i schorowana...

      Usuń
    3. Trafić na nauczyciela sadystę to koszmar dla dziecka. W mojej szkole też byli tacy, mnie akurat nic nie robili, bo mama pracowała w szkole, ale byłam świadkiem różnych okropności. Potem sobie - jako dorosła- myślałam, że powinnam zaprotestować, ale wtedy, jako dziecko, jakoś nie byłam w stanie. I teraz mam do siebie żal o to. W ogóle poczucie winy i własnej żałosności to u mnie temat rzeka, trudny do przepracowania. Sobie wybaczyć, że nie jestem i nie byłam doskonała, to pierwszy krok do dorosłości...

      Usuń
    4. Wtedy nie wiedziałaś, że to czyste (raczej brudne) zło. Dziecko przyjmuje rzeczywistość taką, jaka ona jest.

      Usuń
    5. Trochę chyba tak, ale było mi z tym źle...

      Usuń
  2. Rozdziera mnie Twoja opowieść. Chyba każdy przeżył w dzieciństwie (albo i w dorosłości) taką, lub podobną sytuację. To zawsze rani, ale w dzieciństwie szczególnie - nie ma się jeszcze ochrony w postaci pancerza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie sytuacje pewnie tworzą pancerz, ale to nie jest dobrze.
    A ja już wtedy chyba czułam, że muszę się specjalnie postarać, żeby być coś warta...

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że ten pancerz tworzą różne inne, traumatyczne sytuacje w życiu, nie jest to pancerz składający się z jednej sytuacji. Potem już nie odróżniamy ogniwek pancerza.
    Namotałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. No, namotauam jak diabli. Miałam na myśli łuski pancerza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrozumiałam Cię :) Były przecież takie kolczugi z ogniwek :)

      Usuń