piątek, 2 października 2015

Akceptacja

Jechałam dziś autobusem i myślałam. I aż ugięły mi się myśli, tak to poczułam. Choć przecież wiedziałam.
Akceptacja jest dla mnie jak powietrze.
Czasem wystarczy cień niepewności, ledwie dosłyszany cień w czyichś słowach, by zasiać niepokój.
Mówię sobie, że jest dobrze, ale w środku walczę jak o życie.

Pomyślałam sobie że może to tak jest. Jakaś pozostałość z czasów, gdy akceptacja drugiego człowieka decydowała o życiu. Na przykład z życia płodowego albo wczesnego dzieciństwa. Może jakoś czułam, że  nie byłam planowana i że sytuacja emocjonalna rodziców nie była łatwa?

Poza tym myślę, że to może jakoś ograniczać wolność ludzi, którzy wchodzą ze mną w relacje. Jeśli poczują, że rozbijają mnie ich negatywne emocje do mnie, to mogą nie chcieć takiego obciążenia. A przecież możemy czuć różne rzeczy i to może się zmieniać.

Staram się to przekroczyć. Ale może garstkę tego zawsze jednak zabieram w dalszą drogę.

6 komentarzy:

  1. Moze akceptacja to jakis wazny element w walce o przetrwanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak było i dlatego tak jest...?

      Usuń
  2. Każdy jej potrzebuje, bez wyjątku. Ważne, żeby ta potrzeba nie zawładnęła nami bez reszty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale sobie to uświadamiasz i to jest pierwszy krok, żeby od tego nie zwariować. Nie ma takiej możliwości, żeby wszyscy nas lubili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem. Uświadamiając sobie, można trochę wpłynąć na swoje zachowanie :)

      Usuń