sobota, 21 listopada 2015

Dach

Wchodzę na dach, wysoko, wysoko.
Miasto śpi, a ci, co nie śpią, i tak nie usłyszą.
Łapy mam przecież miękkie i stąpam cicho.
Oddycham.
Drżę.

niedziela, 15 listopada 2015

W smoczej jamie

Światy przepływają przeze mnie. Łapię je, zarzucam sieć - oddechów, dłoni. Staram się być nieruchoma i patrzeć, jak najdłużej.
Powiedz mi jak najwięcej, powiedz mi o sobie: Magdo, Ewo, Jarku. Będę słuchać przez całą najbliższą chwilę. Rozciągnę ją, jak tylko się da.
Bo potem znowu się zgubię
w smoczej jamie, w cholernych łuskach i z ogniem w gardle.
Mają rację ludzie z zamku, siarka w skórze z baranka
nic nie da, trzeba
pokazać mi lustro.

wtorek, 10 listopada 2015

Co mogę bardziej

Gdy wracam do domu, oddech zaczyna swój własny taniec, w niespokojnym, urywanym rytmie. Chyba próbuję obłaskawić nim świat pełen nieznanych oddechów. Znaleźć uniwersalną melodię.
Powietrze w domu opowiada przeważnie to samo. Ma swoje echo, które znam na pamięć: Nie jesteś wystarczająco dobra, nie starasz się. A ja nie wiem już, co mogę bardziej.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Tymczasem

Czasem chciałabym otworzyć drzwi silnym uderzeniem jednej z kończyn dolnych,
a chwilę przedtem artykułować głośno niecenzuralne słowa.
Mogłabym również zdezintegrować parę kruchych przedmiotów.
Na razie jednak poddam tę wizję głębszej analizie,
z głową na poduszce, gdy tymczasem na kaloryferze
schną skarpety i majtki.

niedziela, 8 listopada 2015

Dobrze - mówię

Obserwuję niepokój
w dyskretnych sygnałach ciała.
Na przykład oddech - chce, bym go widziała,
wyszeptuje więc własną historię
alternatywnym rytmem.
Dobrze - mówię, pokaż mi
tę opowieść.

piątek, 6 listopada 2015

Nierównowaga


Jakoś tak jest, że nie wiem. Płynę kilkoma nurtami, niesymetrycznie, nierównolegle.
Zorganizowana. Oswojona sobie ja. Łagodna. Zrobię ważne rzeczy, rzeczowo i rzeczywiście. I to się uda, zapewne. Ten nurt jest szeroki, zagarnia oraz daje. Oddaje. Szczodrze.
Reszta bywa migotaniem.
Nierównowagą.
Czasem zaczynam się bać, czy wyzbieram się, czy znajdę porozrzucane kawałki, okruchy, urywki, słowa, pojedyncze dźwięki. Echa.
Kiedy mówię: weź, a potem osuwam się, niepodjęta - czy to ja, czy echo?

niedziela, 1 listopada 2015

Duch

Pojawił się dość niespodziewanie, choć przecież mogłam się spodziewać. Błędem było zapomnieć.
Ale chciałam zapomnieć.
Aż nagle poczułam na plecach oddech, a na szyi dotyk palców.
Zimny oddech i zimne dłonie.
To był duch.
Duch Nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia.
Chciałam się zerwać do ucieczki, ale wiedziałam,
że daleko nie dobiegnę.
Właściwie nie ma dobrego wyjścia.