sobota, 5 grudnia 2015

Po drugiej stronie skóry

- Te zdjęcia profilowe to sobie takie wstawiasz, jak te najmłodsze, najgłupsze nastolatki - mówi Matylda.
- Bawię się wizerunkiem - odpowiadam, zgodnie z prawdą, która nie wyczerpuje wszak rzeczywistości.
Robię różne rzeczy.
Nie mogę ciągle być swoją dobrą stroną, nie mogę ciągle mieć na wierzchu tej połyskliwej, licowej, dobrze wyprawionej skóry. Odwracam się na nice, na szorstkość, na przyrośnięte grudki tłuszczu i ścięgien, o krok od wieczności  wnętrzności. Wyciągam szyję, zadzieram brodę, trzeszczą kręgi, a wtedy głos wychodzi ze mnie i przekraczam swoją psią naturę, psie serce, psi język i łapę, która drapie cię po łydce, łepek, co podbija rękę pana, pogłaszcz, nie bij, nie goń.
Teraz tylko wyję, całą noc, a moja ślina przepala podłogę.

11 komentarzy:

  1. świetny ludź :)5 grudnia 2015 23:29

    na pocieszenie powiem Ci, że reakcja moich dzieci na takie zdjecia chyba byłaby podobna :)
    ja ich sobie nie robię jednak dlatego, że nie ma we mnie takiej akceptacji samej siebie, jaką Ty masz, czego Ci w sumie troszkę zazdroszczę :)
    głowa do góry i rób tak jak czujesz, córki mają swój świat i muszą zrozumieć, ze masz prawo do swojego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie one już chyba zaakceptowały, że nie jestem zupełnie normalna....
      A ja, wiesz, wcale bardzo siebie nie akceptuję. Te zdjęcia to może właśnie jedna z metod, by oswajać się ze sobą samą...

      Usuń
  2. A ja tak, jak Twój czytelnik powyżej też cierpię na brak akceptacji siebie. Z wiekiem człowiek powinien mądrzeć a jednak są rejony, gdzie idzie to wszystko w przeciwną do oczekiwanej stronę. Fajne byłoby uczucie, że już wszystko jedno a wiec luz na całej linii. Moze jeszcze keidyś dorosnę...Nie tracę nadziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Olgo, ja też na to cierpię i to bardzo. Mam w sobie rejony, które bardzo trudno mi znieść. na przykład to, ze jestem mało psychicznie samowystarczalna, że ciągle się łaszę i skamlę o uwagę. Tego właśnie psiego serca nie lubię lubić...
      Ale pracuje to we mnie nieustannie, proces się dzieje. Także w ten sposób, by bawić się wizerunkiem, a czasem wypuszczać z siebie dzikość, tłumioną i ukrywaną, z którą - jak sądzę - mało kto może mnie polubić. Chcę przebić się przez to, przez szklaną ścianę między..... mną a mną.

      Usuń
    2. To co napisałaś, o tym łaszeniu i mnie jest bliskie. Nie umiem warczeć, ani ugryźć choc czasem bym chciała - choćby dla okazania tej wewnętrznej dzikosci własnie albo w wyrazie buntu.
      Przeczytałam dzisiaj Twoje wiersze w tomiku. I notkę, którą na końcu o sobie napisałaś. Jestem chyba o rok od Ciebie starsza...Miałam dzień z Anią M. A Ania wcale o tym nie wiedziała, że była ze mną...W ilu miejscach jestesmy, gdy o tym nie wiemy?

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że czas z Anią M. był dobry :*

      Usuń
    4. To był czas wyciszenia, zamyslenia, wędrówki po schowanych zazwyczaj w cieniu zakamarkach myśli. Dziękuję, Aniu!*

      Usuń
  3. a ja Cię lubię Aniu za to ,że nie chowasz się za makijażem i nie prezentujesz tego jedynego uśmiechu w którym wygląda się ,,dobrze ,, lubię Cię za to ,że pokazujesz się bez cenzury

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszyscy mamy różne twarze, różne maski i tak zawsze będzie.
    Fajnie, że są miejsca, gdzie możemy być sobą, jak blog czy właśnie poezja.
    Co do potrzeby zwracania uwagi, to niedawno pisałem u siebie na blogu, że wszyscy jesteśmy narcyzami..
    Duże wrażenie w tym wierszu zrobiło na mnie ostatnie zdanie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze zajrzałeś.
      ja tez byłam dziś u Ciebie i będę zaglądać :)

      Usuń