piątek, 10 lutego 2017

sobota, 4 lutego 2017

W ścianach

Ten pożar był dziwny, bo palił się wewnątrz ścian, w murach; raz tylko czy dwa, na samym początku wysunął z nich niewielki język ognia, ale to łatwo było zlekceważyć i uznać, że samo zgasło. Tylko w ciemności, jak się wytrzymało dłużej z otwartymi oczami, można było zobaczyć przez pęknięcia i szpary żarzące się piekło. W końcu trzeba było wyjść, z lekkim żalem, że nie można już prawie nic zabrać, sięga się ledwo ręką po jakieś książki i kilka starych zdjęć. I ta myśl, że skoro ściany palą się od tylu lat i wciąż stoją, to może jeszcze się uda wrócić na trochę, by spokojnie zdecydować, co koniecznie trzeba ze sobą wziąć, ale mogło być i tak, że wystarczy najlżejszy ruch, a wszystko zawali się i przykryje mnie gorący popiół.